fbpx

Sukces pachnący wanilią

Opublikowane

O pociętej macie do jogi, perfekcji w tworzeniu i testowaniu produktu, i zabawce, która nie ma granic niezwykle ciekawie opowiada Dorota Renczewska – twórczyni marki ToddleRoad. Sami zobaczycie, że sukces może mieć nawet zapach wanilii!

kiddostyle.pl: ToddleRoad od kulis – kto stoi za stworzeniem najfajniejszych ulic w Polsce? 😉
Dorota Renczewska:
Cała rodzina! Ulice powstały w wyniku obserwacji potrzeb mojego, wtedy jedynego, syna. To on kocha od małego budować miasta, układać tory i on właśnie złościł się, że na torach mogą jeździć wyłącznie pociągi. Za realizacją stoi Dorota – jego Mama. Uwielbiam wyzwania, a dziecięce problemy traktuję bardzo poważnie – dlatego zawsze szukam najlepszych rozwiązań. Mąż i mama wspierają mnie technicznie i logistycznie (opieka nad trójką dzieci nie jest prosta 😉 ).

kiddostyle.pl: Jakbyście opisali swoją markę osobie, która kompletnie Was nie zna?
D.R.:
Zawsze mam z tym problem 🙂 Bo ToddleRoad jest tak wyjątkowe, że po prostu wymyka się definicjom i kategoriom. Ulice ToddleRoad to drogi czy też tory dla samochodów, ale dające dużo więcej możliwości niż to, co zapewne przychodzi Ci do głowy na hasło “tory”. Nasze drogi są bez granic, można je układać absolutnie bez planu, w gotowe układy lub zgodnie z własną inwencją. Pod tym względem przypominają drewniane tory dla pociągów, ale jednak dają więcej możliwości zarówno w wyborze pojazdów, jak i podłoża, a przy tym można je budować w piasku czy błocie, bez obaw o ich zniszczenie. Można tworzyć skrzyżowania, rozjazdy, parkingi oraz tory wyścigowe. A dzięki temu, że są elastyczne, można je układać przez przeszkody: próg, dywan, kanapa – bez ograniczeń. Mają przy tym łączenia pozwalające na samodzielne budowanie dla trzylatków, a są bezpieczne (miękkie) także przy młodszym rodzeństwie. I można je myć w zmywarce. I pachną wanilią 🙂

kiddostyle.pl: A jak w zasadzie powstało ToddleRoad? Skąd pomysł na stworzenie takiej zabawki?
D.R.:
Z naszych potrzeb! Mojego syna: potrzeby budowania, tworzenia miast. Mojej: zapewnienia dziecku spokojnej i angażującej zabawy, ale angażującej jego, a nie mnie. Lubię spędzać aktywnie czas z moimi dziećmi, ale gdy daję im zabawkę, chcę, by mogli sami się nią bawić, bez mojego udziału. Tory kolejowe to za mało, próbowaliśmy naklejanych ulic, ale wraz ze zmianą koncepcji, potrzebne były nowe metry taśmy i mój aktywny udział, a i tak okazywało się, że np. nie ma jak wjechać na dywan. Wycięłam ulice ze sklejki, ale wtedy okazało się, że samochody się na nich ślizgają i nadal jest mnóstwo ograniczeń. Kolejne wycięłam z mojej maty do jogi. Kauczuk okazał się mieć idealną przyczepność zarówno do kół, jak i podłogi, zaczęłam kombinować z wielkością, kształtami, łączeniem. Metodą prób i błędów, wymyślając i dając dziecku do testowania doszliśmy do optymalnego rozwiązania: kilku elementów w kształtach dających naprawdę mnóstwo możliwości budowania.

kiddostyle.pl: Podczas wymyślania idei ToddleRoad na pewno mieliście wizję – jak to wszystko ma wyglądać czy z czego ma być wykonane. Czy ostatecznie wizja ta pokryła się z rzeczywistością, czy okazało się, że niektóre pomysły są awykonalne, a cechy produktu, które nie były w planach pojawiły się niespodziewanie?
D.R.:
Wizja była płynna – nie tworzyłam produktu, ale szukałam rozwiązania problemu. Gdy pojawiały się kolejne ograniczenia, znów je analizowałam. Tak naprawdę myśl o stworzeniu produktu, marki, sprzedaży przyszła później i w dużej mierze pokrywa się z założeniami. Niespodziewanym był zapach – ToddleRoad pachnie wanilią, a projektując nie wiedziałam o takiej możliwości. Nie miałam w planach też mycia ulic w zmywarce, ale okazało się to świetnym rozwiązaniem.

Słowa “niewykonalne” właściwie nie ma w moim słowniku, natomiast ogromnym wyzwaniem było połączenie wymogów dotyczących elastyczności – zarówno ulic, jak i nadruku na nich w taki sposób, żeby nadruk się trzymał przy normalnym wyginaniu ulic, żeby całość miała dużą elastyczność, ale przy tym nie przelewała się jak tkanina. Trzeba pamiętać, że sprężystość działa zarówno tam gdzie chcemy, jak i np. na końcach, przy łączeniu elementów – co może sprawiać, że ulice są rozłączą przy aktywnej zabawie. Dlatego też tak ważne jest łatwe łączenie – żeby dziecko nie musiało wzywać rodzica za każdym razem, gdy ulice się rozdzielą.

kiddostyle.pl: Pamiętacie jakie było najbardziej ekstremalne zastosowanie Waszych torów przez klientów? Słyszeliśmy historię nawet o użyciu ulic w tworzeniu tortu urodzinowego! 😉
D.R.:
Sama podawałam dziecku placki w kształcie samochodów na ToddleRoad 🙂 Wiem, że nasz produkt spełnia wymogi dopuszczenia do kontaktu z żywnością, więc się tego nie obawiam. Zbudowaliśmy też kiedyś ulicę w strumyku, który porwał nam samochodzik (ale udało się go uratować). Często dostaję też zdjęcia z zabawy w piasku, na plaży, w błocie – to jest czadowe. Niektóre dzieciaki budują drogi nawet w wannie czy pod prysznicem!

kiddostyle.pl: A pamiętacie swoje ulubione zabawki z dzieciństwa? 🙂 Co to takiego było?
D.R.:
Ja kochałam samochody właśnie. Pamiętam piękną granatową ciężarówkę kupioną w Krynicy Morskiej, którą miałam chyba 3 dni – zapomnieliśmy zabrać plecaka wysiadając z PKSu w drodze do domu. Wtedy ja rozpaczałam za ciężarówką, moi rodzice za kawą, która też była w tym plecaku. No cóż, jako Mama obecnie doskonale ich rozumiem 🙂

kiddostyle.pl: Zdradzicie nam, czy po głowie chodzi Wam pomysł na nowy produkt? A może będziecie wierni drogom i ulicom? 😉
D.R.:
Cały czas pracuję nad nowościami i gdyby nie Covid, zapewne nasze portfolio byłoby znaczenie szersze. Mam nadzieję, że jeszcze jesienią pokażemy Wam coś nowego. Ale moim celem jest dalsze wspieranie dzieci w odkrywaniu świata wokół nas i możliwości budowania go we własnym domu, bez ograniczeń. I z całą pewnością dalej ważne jest, aby dać rodzicom chwilę oddechu, gdy dzieciaki są zaangażowane w rozwijającą zabawę.

kiddostyle.pl: ToddleRoad to nie do końca puzzle, ale na pewno pomysł na kreatywną zabawę. Jakie są korzyści płynące z zabawy ulicami? No oprócz chwili wolnego dla rodziców! 😉
D.R.:
Nie jestem specjalistką od rozwoju dzieci, dlatego wspierałam się mądrzejszymi ode mnie: w opinii pedagoga i terapeuty ręki ToddleRoad to wspaniała zabawka do wzmacniania motoryki małej (przez łączenia) oraz koordynacji wzrokowo-ruchowej, niezbędnej chociażby na etapie pisania. Zresztą dużą motorykę też ćwiczy – zwłaszcza w obręczy barkowej, co też przygotowuje dzieci do pisania. Moje dzieci są w Edukacji Domowej, a pisanie stanowi nie lada wyzwanie dla jednego z nich, więc w ramach pracy nad sprawnością ręki czasem przypominam o możliwości zbudowania miasta i jeżdżenia po ulicach 🙂 Wtedy nie ma protestu. Wśród klientów mamy też przedszkola, bo zabawa ToddleRoad daje fajne możliwości współpracy oraz tzw. edukacji włączającej: dla dzieci na różnym etapie rozwoju czy w środowiskach międzynarodowych. Nie wymaga specjalnych umiejętności, jest dostępna dla dzieci już od 1 roku życia, bezpieczna, a przez prostotę i realny wygląd wspiera też dzieci z wyzwaniami rozwojowymi, np. ze spektrum autyzmu. A do tego, dzieci w różnym wieku realizują różne potrzeby, bawiąc się ToddleRoad: trzylatek ćwiczy łączenie i utrzymanie pojazdu na drodze, pięciolatek buduje drogę do celu, dziewięciolatek ma jeszcze inne założenia, np. konstruując tunel w piasku czy budując wiadukt z Lego.

kiddostyle.pl: Jak z Waszej perspektywy wygląda obecnie branża zabawek dziecięcych? Czy coś się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat?
D.R.:
Nie analizowałam rynku zabawek na wiele lat wstecz – jestem absolutną nowicjuszką i w życiu nie sądziłam, że będę miała własny biznes, a tym bardziej w branży zabawkowej.

Jako Mama jednak cieszę się, że coraz mniej sklepów dzieli zabawki na chłopięce i dziewczęce, coraz bardziej rośnie świadomość w zakresie spełniania norm bezpieczeństwa (sama o tym piszę na instagramie @toddleroad_polska) i odpowiedzialność społeczna za zaśmiecanie Ziemi. Wraz z nimi rośnie zainteresowanie rodziców produktami wysokiej jakości, wytrzymałymi, łączącymi dzieci, faktycznie rozwijającymi, a nie tylko “edukacyjnymi” z nazwy. Sama lubię, gdy moje dzieci mają mniej prostych, w miarę uniwersalnych zabawek, bo mają wtedy wspaniałe pomysły. Nadal problemem jest masowa produkcja byle jakich, niebezpiecznych zabawek, niespełniających norm i generujących tony śmieci, produkowanych w niekontrolowanych warunkach i sprzedawanych za grosze w marketach czy na targowiskach jako “pamiątki”. Ale wierzę, że to my tworzymy świat wokół nas, a wraz ze wzrostem świadomości rodziców, zarówno w kwestii rozwoju dzieci jak i ekologii, będzie lepiej.

kiddostyle.pl: Jako specjaliści w tej dziedzinie – na co należy zwracać uwagę kupując zabawki dzieciom?
D.R.:
Na aspekt bezpieczeństwa koniecznie! Ponadto warto spojrzeć pod kątem rozwoju i tego, jak długo posłuży nam dana rzecz, ale to są kwestie bardzo indywidualne i wynikające z potrzeb dzieci i opiekunów. Natomiast bezpieczeństwo powinno być kluczowe dla każdego z nas. A więc:

Oznaczenia, zwłaszcza dotyczące wieku i producenta. Kupując markowe produkty, gdy wiemy do kogo się zwrócić w razie problemów – możemy mieć większe zaufanie. Na opakowaniu powinien być kontakt do producenta lub dystrybutora – wystarczy nawet strona www, chociaż powinien być także kraj pochodzenia. Warto samemu spróbować rozważyć, jak nasze dzieci się bawią i czego się po nich spodziewać. To ważne zwłaszcza przy zabawkach dla dzieci poniżej 4-5 roku życia. W przepisach rozróżnia się produkty do i od lat 3, ale to arbitralna granica. Te dopuszczone dla młodszych dzieci muszą spełniać bardziej restrykcyjne wymogi. Mnie ogromnie razi, gdy zabawka, która wzbudzi zainteresowanie dwulatka ma oznaczenie 3+ i od razu zapala mi się lampka – czy producent faktycznie uważa, że dopiero 3-latek sobie poradzi czy też nie chciał / nie dopilnował spełnienia tych wymogów. Zwracajcie też uwagę na zabawki starszych dzieci, gdy w domu jest młodsze rodzeństwo.

Na cenę – bo jeśli zabawka wytworzona w Chinach kosztuje 5 zł, to w tych pięciu złotych jest koszt materiałów, pracy, badań, narzędzi, transportu, marża sprzedawcy i podatek, i oczywiście zysk producenta oraz pośredników – dystrybutora chociażby. I to oczywiście jest do zrobienia, ale warto mieć to na uwadze 🙂

Nasze ulice były badane i testowane w niezależnym laboratorium, wraz z opakowaniem, które też jest częścią zabawki. Nie zawierają szkodliwych substancji i z czystym sumieniem mogę je dać swoim dzieciom, nawet niespełna rocznej córce, która póki co zabiera je braciom i zmyka, trzymając w zębach element ulicy. A przy tym wiem, że go nie odgryzie, bo nasz kauczuk jest materiałem wykorzystywanym także w produkcji gryzaków.

Bardzo dziękujemy za tę ciekawą rozmowę!